ROZDZIAŁ III
Rano obudził mnie gwar z domu. Goście już wstali, a dziewczyny, jak to one, oczywiście
zaczęły się krzątać po domu w takim stopniu, że ja z Anthonym przebudziliśmy się wyjątkowo wcześniej. Pomyślałem
chwilę o Matthewie. Jak mu się wszystko układa. Ma wymarzoną dziewczynę
Pauline, z którą pojechał do jego rodziców. Zawsze miał szczęście i nigdy nie
mógł narzekać na samotność. Dookoła tętniło życie, miłość, a ja ciągle czułem
się jak jakiś odpad. Natomiast kiedy tylko pomyślałem o Andrei, to od razu
czułem, że sama rozmowa z nią będzie dla mnie czymś wyjątkowym, czymś co warto
doświadczyć, na co warto czekać. Szybko się ubrałem, posprzątałem za sobą
pościel, umyłem się i poszedłem do
salonu. Goście od razu powitali mnie, pytając się mnie, jak mi
się spało, zanim ja zdążyłem spytać ich o to samo, a w końcu to oni byli
naszymi gośćmi. Zaczęli wychwalać jak dobrze wyspali się u mnie w pokoju, choć
pokój w takim mieszkaniu jak to w wynajmowanym mieszkaniu, specjalnych wygód
nie ma. Ale to co powiedzieli, było bardzo miłe z ich strony. Wczorajszy
wieczór był naprawdę przyjemny. Na chwilę mogłem się oderwać od swych
codziennych zmartwień i trosk. Sophie z
Camille od razu przyniosły herbatę i resztę jedzenia z wczoraj, zresztą widać
na oko było, że będziemy mieli święta przez cały tydzień, o ile to się jedzenie
nie zepsuje. Znając Sophie, będzie chciała
zapakować im połowę jedzenia do siebie, lecz wątpię, że w ogóle goście
zgodzą się podróżować z tym wszystkim i tłuc się po lotniskach. Zasiedliśmy
wszyscy do stołu i zabraliśmy się za jedzenie. Fakt, trzeba było przyznać, że
Sophie i Camille potrafiły naprawdę
dobrze gotować. Tak na marginesie Sophie mimo, że egzaminy zdała przyzwoicie i dostała się na studia
chemiczne, tak jak chciała, do tej pory często narzeka na swoich rodziców, że
nie pozwolili jej iść wcześniej do
szkoły średniej o profilu gastronomicznym. Że te dziewczyny zawsze muszą
grymasić, pomyślałem. Ale niestety, nie
wszyscy mieli wszystko co chcieli tak na zawołanie. Babcia przy wyborze
liceum zaufała mi, że wybiorę szkołę, która da mi jak największe korzyści.
Wybrałem dość dobre liceum i dostałem się nawet na studia. Najpierw marzyłem o
studiach prawniczych, jednak próg był zbyt wysoki i niestety się na nie
dostałem. Jednak i turystykę zarwałem, gdy babcia zachorowała. Robiłem wszystko, żeby wyzdrowiała, niestety
nie udało mi się. Przynajmniej cieszę się, że ostatnie chwile jej życia
spędziłem koło niej, robiąc jej herbatę, podając leki.
Powracając do tematu, zjedliśmy śniadanie, podczas gdy
Andres i Gustavo, opowiadali różne europejskie zwyczaje, a także ich tradycje
hiszpańskie. Zapraszali nas do siebie, kiedy będzie organizowana Corrida.
Zaproponowali, żebyśmy wtedy pojechali wszyscy do nich do Barcelony, a stamtąd
do Madrytu zaobserwować walkę z bykami, jednak Sophie kategorycznie odmówiła,
zapowiedziała, że nie będzie patrzyła na te walki, gdyż nie może patrzeć na
takie tortury. Owszem, powiedziała, że chętnie przyjedzie, ale nie pójdzie w
żadnym stopniu Corridę. Natomiast Camille patrząc w kierunku Gustavo i Andresa
rzekła, że w dobrym towarzystwie chętnie przejedzie się pooglądać i Corridę.
Pomyślałem tylko, że gdzie by ona nie pojechała za Gustavo?! Nawet i by do Australii z pewnością się z nim
przeleciała. Po śniadaniu poszliśmy się wszyscy przejść na spacer po Hayward.
Osobiście mimo uroku miasta, zawsze tęskniłem za rodzinnym domem, rodzinną wsią i gdy podejmowałem się studiów patrzyłem
tylko na to, żeby było jak najbliżej do domu. Poszliśmy nad rzekę, a także w
wiele innych ciekawych miejsc. Sophie
mówiła do nich wszystko po hiszpańsku, więc nie bardzo to było dla nas
zrozumiałe. Jednak ten język bardzo mi
się podobał. Szczerze, pomyślałem, że zamiast niemieckiego, wolałbym się mimo
wszystko nauczyć hiszpańskiego i teraz mógłbym zaimponować przed Andreą.
Szliśmy tak oto, Sophie nadawała z
ciągle wraz z Andresem i Gustavo, Camille szła koło nich nie odzywając się,
gdyż nie mogła ani na chwilę spuścić z oka Gustavo, a ja szedłem za nimi z
Anthonym, który nabijał się właśnie z Camille. Szczerze, zastanawiałem się i
doszedłem do wniosku, że dużo bym był w stanie na dzień dzisiejszy zrobić dla
Andrei, mimo, że przecież wcale jej jeszcze nie znam. Zastanawiałem się czy
powinienem o niej komukolwiek opowiedzieć, że to właśnie ona, dziewczyna o
której myślę, była w tym drugim
samochodzie, z którym się tego dnia zderzyłem. A może lepiej nic o niej nie
wspominać? Uznałem jednak, że będę trochę tajemniczy i postanowiłem nikomu nie
mówić. Spacerowaliśmy po mieście bardzo długo, a dzień mi się dłużył jak
niewiadomo co. W godzinach popołudniowych wróciliśmy do mieszkania i zjedliśmy
późny obiad. Ja się praktycznie w ogóle nie odzywałem, do głowy nasuwała mi się
jedynie myśl, żeby jak najprędzej pójść do pokoju i w ciszy zadzwonić do
Andrei. Miałem ochotę ją zobaczyć, po prostu spytać jak się czuje. Miałem jakąś
dziwną wewnętrzną potrzebę, żeby się z nią spotkać, bo przy niej wydawało mi
się, że czułem się inną osobą niż jestem. Wyciągnąłem mój telefon, otworzyłem
listę kontaktów, kliknąłem tam gdzie miałem wpisaną w kontakty Andreę.
Postanowiłem raz jeszcze w myślach przećwiczyć rozmowę. Jak tu zacząć, może po
prostu: „Cześć Andrea, jak się czujesz, kiedy się widzimy, bo musimy się
rozliczyć co do kosztów naprawy”, czy może jednak wysilić się na coś bardziej
oryginalnego. Niestety Sophie nie dała mi spokoju i wołała w tej chwili do
stołu. Podczas obiadu, także myślałem o Andrei i stwierdziłem, że mogła się poczuć nieco zażenowana, iż przez cały
wczorajszy dzień do niej nie
zadzwoniłem. Podczas obiadu wszyscy dostrzegli, że byłem nieco zmieszany i
spięty. Jadłem łapczywie, nowo otworzone wino hiszpańskie popijałem zbyt szybko
niż mi przystawało je pić. Ledwo skończyłem powiedziałem, że muszę wykonać
ważny telefon i natychmiast wyszedłem do pokoju. Zacisnąłem kciuki, następnie
wziąłem telefon do ręki, miałem wielką tremę. Ale dopóki nie przestanę się cackać z życiem do niczego nie dojdę.
Przed Andreę nie mogę być odebrany jako nieudacznik czy chłopiec, który sam nie
potrafi iść do przodu. Jestem już dorosłym facetem i muszę się tak zachowywać.
W końcu mam już dwadzieścia lat. Z takim nastawieniem wziąłem telefon i
zabrałem się za wykonanie połączenia.
Przez pewien czas myślałem, że się nikt
nie zgłosi, lecz w pewnym momencie usłyszałem... Usłyszałem jej głos.
Jedyny , niepowtarzalny:
-
Tak słucham? – odezwała się . Gdy tylko ją usłyszałem, jakby
mi mowę odebrało, nie byłem w stanie nic więcej powiedzieć. Po prostu jakbym
zapomniał o tym, co mam powiedzieć. Andrea odezwała się ponownie:
-
Halo? – samo słuchanie jej głosu było dla mnie czymś
szczególnie wyjątkowym. Moje serce zaczynało bić szybciej. W końcu zebrałem się
na odwagę i rzekłem.
-
Witaj Adrea.
-
John! Miło mi znowu
słyszeć Twój głos. – odezwała się. To było niesamowicie miłe odczucie. Czułem
się taki doceniony, że cieszy się słysząc mój nieszczęsny głos, a przecież
dlaczego by się miała cieszyć na głos jakiegoś byle jakiego, nic nie znaczącego
chłopka, który ani nie zaimponuje niczym przed nią, a tylko spowodował niemalże
poważny wypadek, przez którego będzie
miała teraz nieprzyjemności.
-
Naprawdę cieszysz się, że mnie znów słyszysz? – spytałem się
uśmiechnięty – To miłe. Sam muszę przyznać, że dzwonię do Ciebie w dwóch
sprawach. Jedna, to chciałbym się z Tobą spotkać się i uzgodnić się co do
pokrycia kosztów za naprawę Twojego auta.
-
Przestań. – przerwała mi Andrea. – Jeżeli tylko i wyłącznie z
tego powodu do mnie dzwonisz, to naprawdę wiedz, że dam jakoś póki co radę,
stłuczka jak stłuczka, mój samochód i sama z nim sobie poradzę, a kosztem się
nie przejmuj. Jeszcze o tym porozmawiamy, jak będzie taka konieczność
oczywiście.
-
Bo będzie. Andrea, uważam, że powinniśmy się spotkać i pomówić
o tym.
-
Wiesz co, wybacz, ale
nie. – stanowczo powiedziała Andrea. Wtedy wskoczyło mi ciśnienie. Pomyślałem
„dlaczego?”, przecież powiedziała, że
miło jej, że usłyszała mój głos, lecz nie chce się ze mną spotkać?
Jednakże Andrea kontynuowała:
-
Nie chcę z Tobą się spotkać, żeby mówić wciąż o tym co się
zdarzyło kilka dni temu. Uważam, iż nie ma sensu rozprawiać nad tym
nieprzyjemnym zdarzeniem, bo ani mi ani Tobie ten temat nie będzie sprawiał
przyjemności.
-
Ale Andrea, czym szybciej to załatwimy tym lepiej.- nalegałem.
-
Sprawę uważam za zakończoną. A teraz nie ma sensu tego
rozwlekać- dodała. W sumie rozmowa o samochodzie to miał być pretekst, żeby się
z nią spotkać i szczerze mówiąc w tym miejscu nie wiedziałem co mam powiedzieć,
aż Andrea spytała się mnie pierwsza czy jeszcze jestem przy telefonie.
Postanowiłem spróbować jeszcze raz:
-
Czy aby na pewno uważasz, że na dzień dzisiejszy rozmowa o
kosztach nie ma sensu? Spotkajmy się, proszę Cię. Andrea jakby naraz zmieniła
zdanie, ale to wyglądało tak jakby nie o samochód jej się rozchodziło.
-
Hm, w sumie skoro mimo wszystko tak nalegasz i chcesz
zaspokoić swój honor, więc dobrze. Ale będziemy porozmawiamy też na inne
tematy.
-
Pewnie. Uznajmy, że można tak powiedzieć – zażartowałem – to
co? O której? Po czym oznajmiłem:
-
Do rozmowy o samochodzie prędzej czy później będziemy musieli
wrócić, jak czym prędzej o tym pomówimy, to będzie lepiej i dla Ciebie i dla
mnie. Al myślę, że masz rację. Poznamy się przy okazji, porozmawiamy na inne,
może bardziej przyjemne tematy – teraz się zdobyłem na odwagę i dodałem- poza
tym chciałbym widzieć na własne oczy, czy wszystko jest z Tobą w porządku.
Będziesz miała jakiś dojazd do Hayward, żeby się spotkać dziś wieczorem?
-
Pewnie, przyjadę
samochodem kuzynki, a odnośnie Twojego
pytania czy wszystko ze mną w porządku, to jasne! Wszystko jest dobrze, o to
się nie martw, powiedz tylko gdzie się spotkamy..
-
Na tej popularnej starówce w Hayward jest słynna, przyjemna
restauracja „Gold table”- spotkajmy się właśnie w niej. Może być? Mam nadzieję,
że trafisz na tą starówkę bez problemu. Tam koło fontanny i parkingu jest
akurat restauracja.
-
Jasne. Myślę, że dam radę. Jak nie, to będziemy się
kontaktować telefonicznie.
-
Wspaniale – Będę tam czekał na Panią. Seniora. –zażartowałem
po hiszpańsku, bo nic więcej nie umiałem powiedzieć.
-
Jak miło słyszeć hiszpański w Twoim wykonaniu. Po czym dodałam
„guapo”, to było coś także w języku
hiszpańsku, tylko, że nie wiedziałem co dokładnie znaczy, a bardzo mnie to
intrygowało.
-
Do zobaczenia. – odpowiedziałem, połączenie zostało już
zakończone i wtedy powiedziałem: „piękna”. Miałem nadzieję, że jak spytam
Adresa czy Gustavo o to, to będą wiedzieli o co mi chodzi. A więc natychmiast
pobiegłem do salonu gdzie siedzieli i przy wszystkich spytałem Hiszpanów co
oznacza owe słówko.
-
Aaa, Ci chodzi o „guapo” ? - spytał Gustavo, a potem poparzył
się mi prosto w oczy i tylko rzekł: - Uuu, skąd Ci takie pomysły przychodzą do
głowy?
-
Tak po prostu potrzebuję wiedzieć, moja koleżanka co zna
hiszpański tako zażartowała. – Wtedy Gustavo wstał, uśmiechnął się, rozłożył
ręce i rzekł:
-
To wszystko jasne! Podobasz się dziewczynie, skoro tak do
Ciebie powiedziała.
-
Skąd wiesz? –spytałem go.
-
„Guapo” oznacza, że jesteś przystojny. Wtedy pozostali
lokatorzy zaczęli się śmiać i żartować, że chyba prowadzę jakieś potajemne
związki. – Odpowiedziałem im, że nie, aż tak dobrze mi się nie wiedzie, to oni
na to, żebym był spokojnym, bo to za niedługo przyjdzie na to pora. W sumie
wątpiłem, traciłem wszelką wiarę, że jakakolwiek dziewczyna mnie zechce. Więc i
pewnie teraz zrobiłem sobie głupią, bezsensowną nadzieję, a na bank w
rezultacie dostanę kosza. Przecież nasze spotkanie na pewno skończy się na załatwieniu zwykłych formalności związanych ze stłuczką
i tyle. Ubrałem się w dosyć elegancki strój, w końcu założyłem najlepsze rzeczy
jakie miałem. Następnie szybko pożegnałem się ze wszystkimi i opuściłem
stancję. Do starówki było gdzieś nie więcej niż pół godziny drogi pieszo. Idąc
wpadłem na genialny pomysł. Przecież nie wypada przyjść na spotkanie z Andreą z
pustymi rękami. Zaszedłem do kwiaciarni. Przede mną stał jakiś młody mężczyzna,
który kupował tulipany dla swojej dziewczyny. Osobiście, pierwsza moja myśl,
która mi się nasuwała, to też taka, żeby kupić bukiet tulipanów, to by na pewno
ucieszyło Andreę.
-
Słucham, co podać? – odezwała się kobieta sprzedająca.
-
Poproszę taki sam bukiet z tulipanów, co sprzedawała Pani
przed chwilą. – poprosiłem, jednakże nagle przypomniał mi się ten incydent w
polu podczas stłuczki samochodowej, przypomniała mi się Adrea, stojąca,
wpatrująca się we mnie, a także jej słowa:
„Róża jest dla mnie kwiatem wyjątkowym, to tylko kwiat, a tyle dla mnie
znaczy.”. To były słowa Andrei, a także mojej babci. Sprzedawczyni już
wybierała tulipany, gdy nagle powiedziałem:
-
Wie Pani, jednak zamiast tulipanów wezmę różę. Jedną dużą
ciemno-czerwoną, z jedną tradycyjną wstążką. – Tak też kobieta uczyniła.
Wybrała mi piękną, dużą różę, do niej przywiązując wstążkę. Szybko zapłaciłem i
pobiegłem do restauracji, żeby czasem się nie spóźnić. Czasu miałem jeszcze
sporo, lecz ja już chciałem zapobiec wszelkim niepotrzebnym wpadkom. Pamiętam,
restauracja „Golden Table” zawsze mi się bardzo podobała. Pamiętam, że
jeszcze kiedyś dawno, byłem na osiemnastce mojej koleżanki w tej
samej restauracji i spodobała mi się tam pewna dziewczyna, oczywiście miała już
chłopaka. Wszedłem do lokalu, sporo się jednak w nim zmieniło odkąd byłem tutaj
po raz ostatni. Ale już na wejściu, poczułem ten pozytywny nastrój, wybrałem
moje ulubione miejsce przy oknie. Zająłem je. Podszedł kelner podał menu.
Powiedziałem, że póki co się wstrzymam od zamawiania. Patrzyłem co rusz to na
godzinę. Czas mi się dłużył niezmiernie. Z jednej strony się
niecierpliwiłem, z drugiej bałem, że
coś popsuję, że czymś się ośmieszę, nie należałem do ludzi zbytnio atrakcyjnych
z charakteru, byłem raczej skromny. Nagle zadzwonił do mnie telefon. Okazało
się, że to jest Casper, który stwierdził, że koszt naprawy nie będzie zbyt
duży, a także, że po znajomości upuści nam za oba samochody. Wiadomość mnie niezmiernie
ucieszyła. Gdy odłożyłem słuchawkę, uniosłem głowę, koło mnie stała Andrea.
Spojrzałem na nią, ona wpatrywała się we mnie.
-
Cześć. – powiedziała nieśmiało. W planie miałem, żeby
bynajmniej starać się grać przebojowego faceta, bo to w końcu takie na czasie,
ale nagle przypomniała mi się babcia, która zawsze mi powtarzała, żebym nigdy w
życiu nie udawał kogoś innego niż jestem, żebym nie zmieniał się pod wpływem
społeczeństwa, nie próbował na siłę się do niego dostosować, bo stracę wszelką
wartość jaką gdzieś w sobie mam. Dlatego wziąłem sobie te słowa do serca i
postanowiłem po prostu być sobą.
-
Hej. – odpowiedziałem. Andrea nadal stała, więc dodałem – Usiądziesz?
-
Jasne. – rzekła Andrea Zdjęła swój płaszcz. Była ubrana w
czerwoną sukienkę. Inną niż wtedy. Wyglądała znowu jakby była z bajki. Jej oczy
aż lśniły. Właśnie zastanawiałem się, jak powinien się zachować prawdziwy
dżentelmen, czy najpierw zacząć od „menu” czy coś zagadać, ale wpierw wypadało
ofiarować różę, którą dla niej kupiłem,
więc problem kolejności rozwiązał się sam.
-
Mówiłaś, że lubisz róże –zacząłem – Proszę, oto też róża
dla Ciebie. – i podałem Andrei kwiata.
Andrea wpierw spojrzała na mnie, potem na różę, potem znowu na mnie. Oczy miała
takie jakby się za chwilę miała rozpłakać, albo fakt, że dostała zwykłą różę
tak ją wzruszył.
-
Dziękuję! Nawet nie wiesz, jaką radość mi sprawiłeś. Ta róża
jest taka piękna. – Powiedziała.
-
Przecież to drobiazg. Takich róż jest wiele, w każdej
kwiaciarni ją dostaniesz. Ale cieszę się, że Ci sprawiłem przyjemność, oto
właśnie chodziło. – powiedziałem.
-
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz dostałam jakąkolwiek różę
– Andrea powiedziała wzruszonym głosem.
-
Coś Ty? –spytałem się zdziwiony. – E tam, przypomnij sobie, na
pewno dużo ich dostałaś.
-
Mówię poważnie- odparła Andrea. – Ale może to i dobrze? Róża
to kwiat wyjątkowy, jakbym codziennie dostawała ją od pierwszej lepszej osoby,
to nie byłoby dla mnie takie wyjątkowe jak jest teraz. Dziękuję raz jeszcze.
-
Naprawdę nie musisz. To ja się cieszę, że taką radość Ci tym
sprawiłem. Nawet nie wiedziałem, że przywiążesz uwagę do takiego drobiazgu.
-
To nie był dla mnie drobiazg. Sztuka człowieka polega na tym,
żeby każdy drobiazg, który otrzymujemy od kogoś, coś znaczył. Gdybyśmy wszyscy
to doceniali i cieszyli się z tak zwanych „drobiazgów” świat byłby lepszy. Dużo
lepszy, niż jest. – W tym momencie podszedł do nas kelner, podając nam menu,
bo już siedzieliśmy we dwójkę.
-
Na co masz ochotę? – spytałem Andreę, gdy otworzyliśmy księgę
najróżniejszych potraw.
-
Wiesz co, głodna jestem, specjalnie nie najadałam się w domu,
żeby teraz lepiej mi smakowało, ale przy okazji powiem Ci, że nie jadam mięsa.
Jestem wegetarianką.
-
Czyżby? – spytałem - szczerze mówiąc, nie wiem jak
wytrzymujesz nie jedząc mięsa? Rozumiem, że można nie jeść przez jakiś czas,
ale żeby tak cały czas? –zdziwiłem się.
-
To tylko kwesta czasu. Nie jem mięsa odkąd skończyłam
siedemnaście lat. Kocham zwierzęta, na każdy kawałek mięsa, którym się
zajadamy, zwierzę musiało się namęczyć i cierpieć. Po to tylko, żebyśmy
zasycili swoje głodne żołądki. Ale to osobiste moje zdanie, jasna rzecz, że jak
tylko masz ochotę na jakąś mięsną
potrawę, możesz zamówić. Ja po prostu wybiorę jakieś danie wegetariańskie. –
słuchając tego wszystkiego co mówi Andrea, co więcej, jej sposób mówienia, bardzo mnie zaciekawiła jej osobowość. Aż
chciało się z nią nawiązywać coraz to większy i większy kontakt. W restauracji
grała bardzo ładna, nastrojowa muzyka. Andrea zdecydowała, że weźmie półmisek
sałatki z oliwkami, osobiście miałem ochotę na cielęcinę, ale skoro Andrea jest
wegetarianką i zafunduje sobie sałatkę, uznałem, że lepiej będzie jak tym razem
zamówię też sobie jakieś danie po wegetariańsku i zamówiłem jakąś potrawę na gotowanych warzywach. Jak tylko kelner podszedł do nas powtórnie,
zamówiliśmy dania, a także białe wino do picia. Chciałem powiedzieć Andrei
newsa, jakiego usłyszałem od kumpla, że naprawa aut będzie jak najbardziej
udana, i że będzie kosztowała naprawdę bardzo niewiele. Tak więc oznajmiłem jej
to, jednak Andrea się tylko uśmiechnęła jakby ją to wcale nie zainteresowała i
powiedziała, żebym był spokojny, a teraz, żebyśmy porozmawiali na inne tematy.
Wtedy spytałem ją o czym by chciała ze mną pomówić, a ona mi na to
odpowiedziała:
-
O życiu. O Tobie, o mnie... Opowiedz mi coś o sobie.
Spotkaliśmy się, chciałabym coś więcej wiedzieć o Twojej osobie. – mówiła
dociekliwym głosem. Trochę się zmieszałem, bo należałem raczej do nieśmiałych
typów ludzi, a zawsze kiedy ktoś mnie prosi, żebym opowiedział coś o sobie, jest
to dla mnie duży problem. A tym razem jakoś nie wypadało odmówić. Bałem się,
niezmiernie bałem się, że zacznę się jąkać, że powiem coś nietaktownego, czym
się tylko skompromituję. Już sporo mi się oberwało w życiu za tę moją
nieszczęsną nieśmiałość. Ale dziewczyna pyta to trzeba jej odpowiedzieć.
-
To więc... – tu wziąłem oddech, bo w rzeczy samej, nie miałem
pojęcia o czym by tu zacząć.- No to może co byś chciała o mnie wiedzieć? –
spytałem z żartobliwym akcentem, nie mając pomysłów.
-
Może to czym chciałbyś się z kimś podzielić. Kim jesteś? Do
czego dążysz? Jaki jest Twój cel? – Andrea mnie wypytywała.
-
Hm.. jakby Ci tu powiedzieć –zacząłem- Pracuję w sklepie
spożywczym –aż mi się gorąco na sercu
zrobiło, bo zamiast być na studiach, robię za ladą. Chciałem powiedzieć
o tych zarwanych studiach, mimo, że nie jestem zwykły się tak otwierać przed
ludźmi. – Wynajmuję mieszkanie ze znajomymi, właściwie jestem nie stąd. Tylko z
wioski, z której jechałem tutaj, kiedy ujrzałem Ciebie po raz pierwszy.
Studiowałem turystykę, przerwałem ją po kilku miesiącach z różnych mi
prywatnych powodów. – dodałem.
-
Ach, jaka szkoda,
turystka to taki ciekawy i intrygujący kierunek – popatrzyła się na
mnie, po czym jeszcze rzekła - Ale skoro przerwałeś, musiałeś mieć naprawdę
powody.
-
Tak, miałem. Żebyś wiedziała, że tak. – powiedziałem wpatrując
się nerwowo w kupioną przeze mnie różę, która leżała na stole, a później
zerkając na duża fontannę z zza okna, która przy blasku księżyca i gwiazd
nabierała przeróżnych kolorów. Bałem się tego, że Andra uzna, że jestem dziwny
i inny. Wiele ludzi mi tak już powiedziało, a najgorsze jest to, że oni
wszyscy, nawet nie mają pojęcia ile w tym swoim życiu przeszedłem. Jednak
należałem zawsze do wrażliwych na słowo osób, także jak ktoś nazywał mnie dziwakiem,
było dla mnie istnym ciosem.
-
No cóż – odparła Andrea – Życie nie jest łatwe. Ale sztuką
jest to, żeby mimo wszelkich niepowodzeń iść do przodu, walczyć, bo często
nasza wiara w siebie i w nasze możliwości może zdziałać bardzo wiele. Nawet to,
że dzisiaj wydaje nam się coś nierealne i w gruncie rzeczy nie do przejścia,
może jednak wbrew naszym przypuszczeniom spełnić się! Marzyłeś o turystyce,
zawalcz o to, żebyś ponownie wrócił na te oto studia.
-
Marzyłem o prawie. Ale turystka także mnie zawsze pasjonowała.
Chciałbym podróżować po tym kontynencie, a w sumie nawet nie znam dobrze
swojego kraju. Ale teraz jestem sklepowym, takie realia. Każdego dnia
przychodzi do mnie masa rozdrażnionych klientów, którzy ciągle wytykają mi, że
coś robię nie po ich myśli.
-
Ale kochany, to jest życie – energicznie powiedziała Andrea –
Na świecie jest pełno różnych ludzi, życie składa się z wielu smutków,
niepowodzeń, małych jak i dużych, jak i też momentów szczęścia. Zawsze
marzyłam, żeby zostać aktorką, ale jak doszłam do wniosku, że to jest nierealne
w moim przypadku, pogodziłam się z tym, że nie jest mi to dane. Staram się
cieszyć się tym co mam, bo życia nigdy nie cofnę.
-
Zastanawia mnie fakt, dlaczego jednak nie złożyłaś papierów do
szkoły aktorskiej. Widzę, że tutaj chodzi o coś bardziej poważnego, prawda? –
spytałem zaciekawiony.
-
Tak. Przepraszam Cię, to jeszcze nie ten moment, nie czuję się
gotowa, żeby Ci o tym mówić.
-
Spokojnie, mi możesz zaufać, nie jestem taki – wtrąciłem
-
To znaczy, jaki? – Andrea spojrzała na mnie z zaciekawionym
spojrzeniem.
-
No po prostu. Wiem co to ból, problem, jestem z tym już
obeznany. Zrozumiem Cię. Nie jestem taki jak inni, że patrzę tylko na swoje
dobro, i że nie potrafię dostrzec czyjegoś cierpienia, bólu. To, że jestem
zamknięty w sobie, nie oznacza, że nie jestem wrażliwy na czyjeś krzywdy.
-
Ja wiem, widzę, że dobry z Ciebie człowiek – uśmiechnęła się
Andrea – Ja to czuję po prostu. Ale chciałabym najpierw Ciebie poznać, odkryć
Twoje wnętrze, przed którym będę mogła się bardziej sama otworzyć. Jestem
otwarta dla ludzi, jednak istnieją fakty, z którymi się z nikim nie dzielę. Po
prostu nie potrafię. Sama muszę się z tym borykać – kontynuowała.
-
Rozumiem, ale jakby coś to wiesz.. na mnie możesz liczyć –
powiedziałem uśmiechając się do niej. Andrea rzuciła na mnie po raz kolejny
energiczne spojrzenie:
-
Jesteś tego pewny?
-
Ale czego, że możesz na mnie liczyć? Pewnie. – zapewniłem
Adreę. Na to Andrea powiedziała:
-
Wiele z nas tak mówi, a popatrzmy ilu z nich tak naprawdę
wywiązuje się z tego. Nie słowa świadczą o człowieku, jaki jest, lecz czyny.
Kiedyś jak byłam młodsza, wielokrotnie byłam smutna, ludzie, a nawet osoby,
które traktowałam jako przyjaciół, zarzekały się, że nigdy mnie nie opuszczą,
niezależnie od sytuacji. Jednakże, gdy poznali mnie bardziej i zobaczyli na
własne oczy w czym polega mój problem, odeszli. Odeszli, mimo wielu słów, które
wypowiedzieli, mimo wielu obietnic, które mi składali. I powiedz mi, jakiż to
sens mają słowa, które wydają się takie wiarygodne lecz nie przeradzają się w
uczynki? Nie są warte niczego, nawet jednego zachodu. – skończyła w sposób
bardzo poetycki. Słowa i wdzięk jaki tkwił w tym co mówiła bardzo mnie
poruszyły. Ciepło zrobiło mi się na sercu, czułem się jeszcze bardziej jej
potrzebny, tak bardzo chciałbym jej udowodnić, że nie jestem taki jak ci
ludzie. Taki, to znaczy zagorzały, zadufały w sobie, egoistyczny, zakłamany.
Zdałem sobie sprawę, że tak wygląda dzisiejszy świat, a ja nieraz patrzyłem na
wszystko wokół i też chciałem taki być. Teraz już wiem, że to było głupie. Poza
moją babcią, nie spotkałem osoby, która by wypowiadała się w sposób tak bardzo
doświadczony jak Andrea. A ona w końcu była taka młoda, wydaje się, że w tym
wieku nie można być doświadczonym. Ale Andrea musiała coś przechodzić, to było
widoczne gołym okiem. Widziałem w głębi niej jakby jakieś cierpienie. Chciałem
się mylić. W tym momencie w restauracji zaczęła grać piękna, nastrojowa muzyka,
bardzo pasowała do słów Andrei. Zebrałem te wszystkie myśli i powiedziałem:
-
Andrea, wiem, że dzisiaj moje słowa, są nic nie warte, ale
wiedz jedno. Nie wyobrażasz sobie nawet, ile dam, żebyś nie zawiodła się i na
mnie. Żebyś nie zawiodła się tak jak na tamtych ludziach.
-
Każde Twoje słowo, każde Twoje spojrzenie jest jakieś dziwnie
wiarygodne. Widzę w Tobie człowieka, któremu mogłabym ufać, na którego widok
mogłabym się cieszyć. Nie wiem, mam nadzieję, że się nie mylę. – Podróżując
wiele godzin samolotem z Hiszpanii aż
tutaj, wyciągnęłam wiele refleksji nad swoim życiem. Między innymi, że nie
powinnam tak łatwo ufać. Wszystkim, którym zaufałam, zawiodłam się na nich.
-
Posłuchaj Andrea – oświadczyłem – Jeżeli i na mnie się
zawiedziesz jestem ostatnim draniem.
-
Po co z góry tak
siebie oceniasz? Czasami sami dziś myślimy inaczej, a po kilku dniach nie
wykazujemy takiego samego entuzjazmu do spraw jak wcześniej.
-
Bo nie jestem wart ani jednej Twojej łzy – nie wiem czemu
powiedziałem to, co leżało mi na sercu.
-
Ale Ty przecież taki nie jesteś. Ty jesteś inny. Tak mi
powiedziałeś. Nie rozważajmy nawet takiej kwestii, ufam Ci. Rozumiesz? Nie wiem
sama, nawet czemu, zaufałam Tobie, a jeszcze kilka dni temu nie miałam bladego
pojęcia o twojej egzystencji.
-
Dziękuję – odparłem – Dziękuję za te wszystkie Twoje słowa. To
wszystko co mi powiedziałaś jest takie wyjątkowe.
-
Każdy z nas jest wyjątkowy. Ty jesteś wyjątkowy, ja jestem
wyjątkowa. Wiesz co, nie zatrać w sobie, tego co masz. A wracając do Twojego
tematu. Czuję, że Ty też potrzebujesz rozmowy. Chciałabym się w jakiś sposób
poczuwać Tobie potrzebna.
-
Jesteś, nie wiesz jak bardzo. – powiedziałem.
-
Znasz mnie tylko od dwóch dni. Nie wiesz jaka jestem, nie
miałeś okazji się o tym przekonać. Nic o mnie nie wiesz.
-
Tak jak Ty nie wiesz nic o mnie – mówiłem. – W tym co mówisz,
przypominasz mi moją babcię. Babcię, która umarła kilka miesięcy temu. Osobę,
która była dla mnie wszystkim. Całe moje dzieciństwo spędziłem z nią, to ona
nauczyła mnie pierwszych liter, to ona nauczyła mnie życia, kochała róże. Tak
jak Ty. Nawet to co mi mówisz, to tak jakbym słyszał ją. Kiedy Ciebie ujrzałem
po raz pierwszy, kiedy z Tobą rozmawiam czuję się, jakbym rozmawiał z jej
aniołem, który wysłała specjalnie dla mnie. Znam Cię krótko, o mało co nie
zginęłaś przeze mnie w wypadku, z mojego powodu masz same kłopoty. Dlaczego mimo to, nie widzisz tego złego we
mnie, traktujesz mnie jak przyjaciela, rozmawiasz ze mną, a prawda jest taka, że ja na Ciebie nie
zasługuję. Rodzice umarli w wypadku
samochodowym zaraz po moim urodzeniu. Nawet ich nie pamiętam. Miałem tylko
babcię, nikogo więcej, ani jednego prawdziwego przyjaciela. Wtedy jadąc,
siedząc za kierownicą, kiedy wydarzyła się ta stłuczka i zanim Ciebie
zobaczyłem, myślałem o niej, o babci..- głos mi urwał. Twarz zakryłem dłońmi,
nie byłem w stanie nic więcej powiedzieć, kiedy zaczynałem wspominać babcię i
to wszystko jeszcze raz analizować czułem, że w środku mięknę, a na sercu
zrobiło mi się gorąco. Andrea nie powinna tego widzieć. To w końcu niemęskie.
Ale ona przecież chyba mnie zrozumie. Nie jest taka jak setki innych kobiet, jest
przecież sobą, jest jedyna w swoim rodzaju. Gdy tylko na nią spojrzałem, była
bardzo wzruszona, dokładnie jak w momencie, kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz, z
jej oczu płynęły łzy, tak samo jak z moich, zwłaszcza kiedy zobaczyłem smutek
Andrei, tą jej niezwykłą wrażliwość, niepowtarzalność. Nie wiedziałem czemu
akurat jej o tym powiedziałem. Zwierzyłem jej się, a przecież jej nie
znam. Nikomu nie zwierzałem się z
mojego osobistego życia, jednak przy Andrei coś we mnie pękło, z każdą minutą,
poczuwałem się, że ona może dla mnie więcej znaczyć niż przyjaciółka moich
marzeń, była niezwykle urocza, dojrzała, inteligentna.
-
John –zaczęła – tak mi przykro. Teraz wiem ile przeszedłeś.
Teraz rozumiem, że to co mówiłeś o mnie wcześniej było szczere. Rozumiem, że żal
za Twoją babcią jest ponad Twoje siły. Ale ona nie chciałaby, żebyś się całe
życie zadręczał. Życie człowieka na tym polega, żeby potrafić pozbierać się z
wszelkich upadków. Twoja babcia na pewno chce Twego szczęścia. Ona kształtowała
Ciebie, Twoją osobowość, dzięki niej jesteś taki jaki jesteś, jesteś
wspaniały.– patrzyła na mnie i mówiła to ze łzami w oczach tak, że ja
całkowicie nie potrafiłem pohamować swojego wzruszenia, bo dawno z nikim w taki
sposób nie rozmawiałem. Co więcej, dziwiłem się sam sobie, że podczas
pierwszego naszego spotkania już tyle o sobie jej opowiedziałem. W tym momencie
podszedł kelner podając nam zamówione przez nas dania. Postawił butelkę białego
wina. Muzyka, która grała, sprawiała, że czułem, że mógłbym tutaj siedzieć całą
noc. Nalałem wino do kieliszka Andrei, potem do swojego.
-
Przepraszam, nie chciałem zaczynać tematu o sobie. Nie
wracajmy do tego. Po prostu jedzmy teraz. – powiedziałem i uśmiechnąłem się do
Andrei.
-
Nie potrafię wyrazić tego jaka jestem wdzięczna Tobie, że mi
to wszystko powiedziałeś. Nie wiem czym sobie zasłużyłam na Twoje zaufanie. Ja
także chciałabym Ci pomóc, najlepiej jak potrafię. Wiem, moje słowa nie
odmienią Ci życia, ale może bynajmniej będzie Ci łatwiej, wiedząc, że jest
istnieje gdzieś tam ktoś, dla kogo nie jesteś obojętny.
-
Przecież przeze mnie masz same kłopoty, nie dość, że
spowodowałem wypadek, to jeszcze użalam się nad sobą, a Ty mimo wszystko... –
byłem zaskoczony, że Andrea ta bardzo chciała mi pomóc.
-
..Mimo wszystko zaciekawiasz mnie. Jesteś człowiekiem, tak
samo jak ja nim jestem, wszyscy popełniamy błędy. – przerwała.
-
Tak, tylko tutaj chodziło o Twoje życie – wtrąciłem.
-
Może lepsze życie. Może było dane mi Ciebie poznać i gdyby nie
to zderzenie, nigdy bym Ciebie nie poznała i nigdy bym się nie dowiedziała o
Twoim istnieniu. A może to było moje przeznaczenie, żeby Cię spotkać i być w
jakiś sposób dla Ciebie potrzebna. A teraz masz rację, jedzmy. – na końcu
wypowiedzi Andrea uśmiechnęła się i przeszliśmy do części jedzenia. Potem
stuknęliśmy się kieliszkiem wina, zaczęliśmy jeść. Jedzenie było przepyszne.
Jedliśmy wolno, delektując się, tak jak przystawało zachowywać się w
restauracji, jednak jedząc co chwilę, wymienialiśmy się wzajemnym uśmiechem. Z
zza okna rozlegał się piękny widok na fontannę. Zaczęliśmy żartować, rozmawiać o jedzeniu, o przyrządzaniu tych
smacznych potraw, późnej Andrea opowiedziała mi trochę o swoim pobycie w
Stanach Zjednoczonych. Wywnioskowałem, że jest
odwiedzinach u kuzynki i cioci i bardzo się jej tutaj podoba. Andrea
opowiadała o wszystkim, ale ani słowem nie wspomniała nic o swoim życiu, mówiła
tylko o słonecznej pogodzie w Hiszpanii, o tym co w jej kraju jest godne
zobaczenia. Aha, jak spytałem czym się zajmuje, odpowiedziała mi, że uprawą
ziemi, zbiorami warzyw i wychowywaniem młodszego rodzeństwa, bo dowiedziałem
się, że pochodzi z rodziny z pięciorgiem dzieci, w tym ma trzy siostry i
jednego brata. Dziwiło mnie, że nie studiuje, jest taka inteligentna.
Pomyślałem, że ma problemy finansowe i po prostu wstydzi się do nich przyznać,
a na studia brakowało jej pieniędzy. Ale to było trochę sprzeczne z jej
kosztownym strojem, była ubrana w sposób należyty, widać, że sukienka jej
pochodziła z nietaniej i porządnej firmy.
Gdy już wszystko skończyliśmy jeść, porozmawialiśmy jeszcze spory kawał
czasu, gdy do Andrei zadzwonił telefon, okazało się, że to kuzynka, która przywiozła
ją do Hayward, a sama musiała również pozałatwiać
swoje sprawy i chciała już powoli wracać, więc zadzwoniła po Andreę. Dlatego
też wstaliśmy i wyszliśmy przed budynek. Postanowiłem odprowadzić ją w
wyznaczone miejsce, pod które miała samochodem przyjechać jej kuzynka. Była
piękna, gwieździsta noc. Usiedliśmy na ławce przy fontannie. Było chłodno.
-
Podobno jakoś o tej porze mają spadać meteoryty. Wiesz, ponoć
wtedy, kiedy widzisz jakiś spadający należy pomyśleć swoje marzenie. Wtedy może
się spełni.
-
Nie wierzę w takie coś - powiedziałem.
-
A ja wierzę, mimo, że jeszcze się ono nie sprawdziło. Ale
ponad wszystko ciągle o tym marzę i ciągle wierzę, że kiedyś to się stanie.
-
Z Ciebie to widzę jest niezła romantyczka. – zażartowałem.
-
Bo życie może być piękne, tylko musimy wszyscy tego chcieć i
dążyć ku temu. Za każdym dniem, smutnym dniem, kiedy czuję, że wszystko traci
sens poczuwam się potrzebna dla moich sióstr, brata, kuzynki, przyjaciół, oni
nadają sens mojemu życiu. Wiem, że budzę się dla nich, żyję dla nich. I to jest
rzeczą niezwykle piękną, nadającą wszelki smak.
-
Wiesz cieszę się, że Ciebie poznałem. Mówisz w sposób
niezwykle dojrzały- popatrzyłem na nią z jeszcze większą fascynacją.
-
Ja również, jesteś bardzo wartościowym człowiekiem, musisz w
siebie tylko uwierzyć. I potrzebujesz czasu, ale zasługujesz na bycie
szczęśliwym, Twoja babcia na pewno by tak chciała. Uwierz mi. – W tym momencie
zobaczyłem spadający meteoryt. Pomyślałem sobie szybko moje skryte marzenie.
Pomyślałem o tym, żebym znalazł miłość mojego życia, a dokładniej, żebym był
już na zawsze kimś ważnym dla Andrei. Moim marzeniem było, żeby spędzić z nią
jak najwięcej pięknych chwil. Po prostu czułem, że chyba się w niej zakochałem.
Żadne uczucie do dziewczyny, towarzyszące mi w życiu nie było tak silne jak
teraz. Po dzisiejszym dniu czułem się kompletnie odmieniony. A to wszystko
przez jedną osobę. Kobietę siedzącą koło mnie na ławce. Zaraz się poderwała, bo
zobaczyła nadjeżdżający z dala samochód kuzynki. Wstaliśmy. Swoją rękę Andrea położyła na moim ramieniu,
w drugiej trzymała otrzymaną ode mnie różę. Zrobiłem to samo ze swoją ręką,
położyłem na jej. Powiedziała mi:
-
Dziękuję Ci za wieczór. Będę go długo pamiętać. – Swoimi
oczętami wpatrywała się głęboko w moje, a ja w niej. Miałem ochotę ją
pocałować. Miałem wrażenie, że ona mnie też. Odezwałem się:
-
Mam nadzieję, że jeszcze nie jeden spędzimy taki wieczór. –
spojrzałem na nią. Ona we mnie. Usłyszałem jej oddech. Przytuliła się do mnie,
objęła mnie, ja ją, potem puściła mnie i powiedziała:
Powodzenia, wierzę, że będzie dobrze, musi być! Jesteś silny! – tym
słowami jeszcze chwilę na mnie spojrzała, potem powiedzieliśmy sobie „Dobranoc”
patrząc sobie głęboko w oczy, następnie Andrea
odwróciła się i poszła do samochodu. Przed wejściem rzuciła jeszcze ku
mnie ostatnie spojrzenie i do niego wsiadła. Stałem w osłupieniu. Przyglądałem
się z niezwykłą dokładnością, jak oddalał się jej samochód, był coraz mniejszy
i mniejszy, zniknął na horyzoncie, niczym powędrował w świat. Świat beztroski,
nieprzewidywalny, wielki świat
No i wróciłam... ;)
OdpowiedzUsuń-"Pomyślałem chwilę o Matthewie..." - znów odmiana.
-"(...)o ile to się jedzenie nie zepsuje." - szyk - "jedzenie" przed "się"
-"(...)ale nie pójdzie w żadnym stopniu Corridę" - 1. zgubiłeś "na", ale to drobiazg. 2. wydaje mi się, że miałeś na myśli "w żadnym wypadku".
-"(...)teraz mógłbym zaimponować przed Andreą." - jeśli się nie mylę, to możemy zaimponować komuś, a nie przed kimś; w tym wypadku "zaimponować Andrei"
-"(...)jakby nie o samochód jej się rozchodziło." - Poczytaj: http://obcyjezykpolski.strefa.pl/?md=archive&id=32 szczególnie akapit 2.
-"(...)incydent w polu podczas stłuczki..." - wydaje mi się, że w tym przypadku "na polu" byłoby bliższe prawdy...
-"(...)i podałem Andrei kwiata." - Że co proszę?? Za to należy ci się porządny kuksaniec! ;)
-"Kocham zwierzęta, na każdy kawałek mięsa, którym się zajadamy, zwierzę musiało się namęczyć i cierpieć." - a co byś powiedział na taką wersję: "Kocham zwierzęta, a każdy kawałek mięsa, którym się zajadamy, jest okupiony cierpieniem zwierząt." ?
-"(...)jasna rzecz, że jak tylko masz ochotę..." - szyk, "rzecz jasna"
-"(...)słuchając tego wszystkiego co mówi Andrea, co więcej, jej sposób mówienia, bardzo mnie zaciekawiła jej osobowość." - jeśli już, to "jej sposobu mówienia"; powiem więcej, zmieniłabym to zdanie następująco: "Kiedy słuchałem tego, co i w jaki sposób mówiła Andrea, bardzo zaciekawiła mnie jej osobowość."
-"(...)właściwie jestem nie stąd." - szyk zdania; "nie jestem stąd"
-"(...)żebyś ponownie wrócił na te oto studia." - "oto" jest tu zbędne
-"Wszystkim, którym zaufałam, zawiodłam się na nich." - a co powiesz na to: "Zawiodłam się na wszystkich, którym zaufałam."
CDN
-"(...)jakbym rozmawiał z jej aniołem, który wysłała specjalnie..." - którego! "aniołem, którego wysłała"
Usuń-"(...)że jest istnieje gdzieś tam ktoś, dla kogo nie jesteś obojętny." - zdecyduj się. Nie wszystko naraz. Albo "jest", albo "istnieje".
-"Potem stuknęliśmy się kieliszkiem wina..." - przemyśl to zdanie.
-"Gdy już wszystko skończyliśmy jeść, porozmawialiśmy jeszcze spory kawał czasu, gdy do Andrei zadzwonił telefon, okazało się, że to kuzynka, która przywiozła ją do Hayward, a sama musiała również pozałatwiać swoje sprawy i chciała już powoli wracać, więc zadzwoniła po Andreę." - odnoszę wrażenie, że jakoś za dużo tu wszystkiego, ale może to tylko moje wrażenie...
-"Za każdym dniem, smutnym dniem, kiedy czuję, że wszystko traci sens poczuwam się potrzebna dla moich sióstr, brata, kuzynki, przyjaciół, oni nadają sens mojemu życiu." - a co powiesz na to: "Zdarzają mi się takie smutne dni, kiedy czuję, że wszystko traci sens. Ale kiedy jestem potrzebna moim siostrom, bratu, przyjaciołom, czuję, że oni nadają sens mojemu życiu." ?
-"Swoimi oczętami wpatrywała się głęboko w moje, a ja w niej." - końcówka mnie razi. Nawet nie wiem, jak to poprawić, żeby ładnie brzmiało. Może po prostu "Patrzeliśmy sobie nawzajem głęboko w oczy." ?
-"(...)tym słowami jeszcze chwilę na mnie spojrzała..." - a co ty na to: "po tych słowach spojrzała na mnie jeszcze raz" ?
-"Świat beztroski, nieprzewidywalny, wielki świat." - Fajne zdanie, tylko tego "świata" trochę za dużo. Proponuję usunąć ten z początku zdania.
To wszystko.
Pozdrawiam i życzę weny do dalszego pisania ;)
Sara Cerva.
Świetne <3
OdpowiedzUsuńNie dawno zaczęłam czytać :P
Wciągło mnie na maxa :*
świetnie piszesz <3
Pozdrawiam <3